programy partnerskie -
prawdziwej tożsamości. Było bezpieczniej dla nas wszystkich, gdy odjechał. Selana urodziła syna następnej wiosny. Garion, dość sprytnie, zerwał z tradycją nazywania swego pierworodnego rivańskimi czy sendarskimi imionami. Dziecko otrzymało imię drasniańskie, Khelan, które nieco mnie drażniło. Oglądając się wstecz, przypominam sobie tylko dwa inne przypadki, gdy potomkom Rivy nadano miejscowe imiona. Anonimowość jest bardzo dobra i pożyteczna, ale doprawdy...
Wkrótce po przyjściu na świat Khelana usłyszałam nocą głos i tym razem nie był to matczyny głos.
- Nie śpisz, Pol? - zapytał ojciec.
- Teraz już nie - odparłam. - O co chodzi, ojcze?
- Jestem na Arendyjskim
Jarmarku i właśnie odbyłem absolutnie fascynującą dyskusję z Ctuchikiem.
- A co on robi na Arendyjskim Jarmarku?
- Szuka ciebie. Tęskni za twoim towarzystwem.
-1 zapewne właśnie cię podsłuchuje. Postępujesz bardzo mądrze, ojcze.
- Nie bądź śmieszna, Pol. Wiem, co zrobić, aby mnie nie słyszał. Na jakiś czas porzuć myśl o powrocie do Sendarii. Teraz Sendaria należy do mnie.
- O czym ty mówisz?
- Ctuchik ma podręcznego o imieniu Chamdar, przeciętnie utalentowanego. Przyczepił mi go do ogona.
- Nie przebierasz w słowach, ojcze.
- Jestem prostym wieśniakiem, Pol. Mówię, jak jest. Chamdar będzie moim cieniem. Ctuchik jest przekonany, że wiem, programy
partnerskie gdzie się ukrywasz, i co jakiś czas wpadam do ciebie. Chamdar śledzi mnie, aby znaleźć ciebie.
- A co to ma do tego, gdzie postanowię mieszkać?
- W Sendarii byłaś raz po raz demaskowana, Pol, więc Ctuchik uważa Sendarię za twoje środowisko naturalne. Mam zamiar zabawić się trochę z Chamdarem, ale nie chcę, byś plątała mi się pod nogami
- Czemu po prostu go nie zabijesz i nie usuniesz z drogi?
- Znam tego Chamdara. Wolę, aby śledziła mnie znajoma twarz niż całkiem obca. Poprowadzę go po Sendarii, długo będzie poznawał boczne ścieżki i polne drogi. Będzie
przekonany, że ty nadal tam jesteś i alomskie królestwa nawet na myśl mu nie przyjdą. Zrób mi tylko miejsce, Pol. Będę trzymał Chamdara z dala od ciebie.
- Nie masz nic lepszego do roboty?
- To, co ty robisz, jest tylko odrobinę mniej ważne od rozłupania świata. To jest mój drobny wkład w twoje zadanie - dodał, po czym zachichotał.
- Co w tym takiego zabawnego?
- Będę miał z tego sporo uciechy, Pol. Myślę, że w ciągu kilku następnych stuleci nieraz usłyszysz pełne rozczarowania wycie Chamdara. Tylko nie wracaj do Sendarii, a gwarantuję ci bezpieczeństwo.
- Dokąd się
program partnerski teraz wybierasz?
- Chyba zwabię Chamdara do Tol Honeth na jakiś czas, niech zakosztuje luksusów, nim zacznie żyć w rynsztokach. - Ponownie się roześmiał. - Dostałem ogon od Ctuchika, pociągnę go trochę przez błoto. Śpij dobrze, Pol.
Oto cały ojciec.
Choć ojciec żartował sobie z misji Chamdara, najwyraźniej bardzo poważnie traktował podwładnego Ctuchika. Chamdar nie był zwykłym Grolimem, kierującym się strachem i bezmyślnym posłuszeństwem. Był przebiegły, ambitny i bardzo sprytny, pod pewnymi względami nawet niebezpiecznie j szy od samego Ctuchika. Zmuszona jestem przyznać, patrząc z perspektywy czasu, że moje zaabsorbowanie Sendarią i jej mieszkańcami stało
się przyczyną poważnego błędu z mej strony. Nie chciałam zrezygnować z mojego pierwotnego zadania, gdy przyjęłam na siebie nowe, więc zawsze starałam się ukrywać spadkobierców Rivy w obrębie granic Sendarii. To znacznie ułatwiło sprawę Grolimom Ctuchika, zawężając pole ich poszukiwań. Po pewnym czasie wiedzieli już, że nie muszą mnie szukać w Arendii czy Tolnedrze, ponieważ zawsze byłam w Sendarii. Ojciec ostatecznie naprawił mój błąd, wyganiając mnie stąd. Cztery i pół wieku musiałam spędzić w królestwach Alornów, lecz wciąż tęskniłam za Sendarią. Kochałam ten kraj i choć już nie władałam narodem, czułam się za niego
program partnerski -
|