płyny technologiczne

płyny technologiczne

Ciekawe miejsca
płyny technologiczne

Nawigacja

płyny technologiczne -

bardziej jak splunięcie niż słowo — niepohamowana pielęgniarka wychodzi. Doktor Del­fie przez chwilę odprowadza ją wzrokiem; potem jej ręce energicznie wędrują na biodra i odwraca się gwał­townie. Przypatruje się swemu nieprzytomnemu pa­cjentowi. Kolejny czyn jest bardzo niemedyczny. Prawa pięta wykonuje szybki ruch do tyłu i wymierza leżące­mu ciału celne i mocne uderzenie w bok z siłą i precyzją, które zdają się sugerować, że mogłaby być równie dob­rym piłkarzem jak bokserem. Skutek tego ozdrowień­czego kopniaka jest natychmiastowy. Miles Green gwał­townie siada, trzymając się za obolałe miejsce, przy czym wcale nie wygląda na

kogoś, kto właśnie ocknął się z omdlenia. — To bolało. — Miało boleć. To była podła i nikczemna sztuczka. — Mnie wydała się raczej śmieszna. Ona gniewnie wyciąga palec. — Dzwoniłam po siostrę Cory. Jego twarz przyjmuje łagodnie ironiczny wyraz zdzi­wienia. — Sądziłem, że siostra oddziałowa była twoim pomys­łem. — Doktor Delfie wbija w niego wzrok; potem jej pięta wykonuje kolejny ruch, a on staje się ofiarą jeszcze gwałtowniejszego kopniaka. Tym razem udaje mu się jednak odparować cios. Chrząka i rzuca jej rozbrajająco pojednawczy uśmiech. — Ot, takie luźne skojarzenie. — Nieprawda! Ona była starannie dopracowana. Trzymałeś ją w

rękawie od samego początku, w swój zwykły... to była rozmyślna próba zmylenia mnie. — Dałaś sobie zupełnie dobrze radę. — Uśmiecha się, lecz ona pozostaje poważna. — I do tego siostra. Nie myśl, że nie zauważyłam. — Czego? — Mojej wrednej prawdziwej siostry. — Czysty zbieg okoliczności. — Przestań wreszcie traktować mnie jak kretynkę! Okulary ani przez moment mnie nie zwiodły. Poznała­bym te ohydne rybiozielone oczy na kilometr. Nie mó­wiąc już o jej świętoszkowatości. Wszędzie węszy jakieś brudy, coś co jej samej wydaje się brudem. Mówi, że to moralny nakaz, jej dług wobec historii. Lubieżna stara płyny

technologiczne maciora. — Szczerze mówiąc, miałem coś innego na myśli. — A co do tego infantylnego i całkowicie niezasłużo­nego świńskiego kawału z moim obnażaniem się przed... nie chodzi o to, że jesteś pozbawiony gustu, całkowicie nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakim jesteś szczęś­ciarzem, że możesz choć na mnie spojrzeć, nie mówiąc o tym, że możesz mnie dotknąć, a jeśli chodzi o... to beznadziejne. Poddaję się. — Natychmiast ciągnie da­lej. — Kiedy pomyślę o tych wszystkich godzinach, które ja... i na coś, co jest... muszę być chyba nienormal­na. — On otwiera usta, by

coś powiedzieć, lecz ona nie dopuszcza go do głosu. — To mogło skończyć się pięk­nym happy endem dwadzieścia minut temu. — On ostrożnie unosi rękę do szczęki. — Przed tym. Kiedy chciałam usiąść ci na kolanach. — Chodziło ci tylko o to, by pokazać, kto tu rządzi. — Gdybyś nie był tak kompletnie głuchy na subtel­ności języka, zauważyłbyś, że użyłam tego niewątpli­wie oklepanego i sentymentalnego, choć w tym kon­tekście w oczywisty sposób istotnego znaczeniowo, przynajmniej w wyrobionych językowo kręgach, do których oboje rzekomo należymy, wyrażenia “pocało­wać i przytulić". — Zauważyłem. — Kiedy kobieta to mówi,

naprawdę mówi to z czuło­ścią. — Wpatruje się w niego posępnie. — Obawiam się, że nie byłbyś w stanie rozpoznać gałązki oliwnej, nawet gdybyś siedział w oliwnym gaju. On rozciąga się na różowym dywanie z rękami pod głową i patrzy na nią. — Twoje interesujące poszukiwania stylistyczne cał­kowicie pomijają fakt, że celowo wybrałaś taki moment, kiedy wiedziałaś, że będę ci musiał odmówić. — Zupełnie się z tobą nie zgadzam. Po prostu był to moment, kiedy twoja wyobraźnia musiałaby wykonać niewielką woltę. — Przez obręcz, którą ty trzymasz. Podchodzi o krok, składa ręce na fartuchu i

-

Nawigacja