coaching szkolenia -
zdradzimy swoją pozycje. A swe imię potrafi usłyszeć nawet na tysiąc mil.
- Czarodziej? - zdumiał się Durnik.
- Nie nazwałbym go w ten sposób. Tego terminu używają ludzie, którzy nie pojmują owej szczególnej sztuki. Nazywam go więc złodziejem, choć jest kilka innych określeń, jakich mógłbym użyć. Są o wiele mniej uprzejme.
- Czy mamy pewność, że zmierza do królestw Angaraków? - Silk zmarszczył brwi. - W takim razie lepiej będzie wsiąść na statek płynący wprost do Tol Honeth i znaleźć jego ślad na Południowym Szlaku Karawan do Cthol Murgos.
- Lepiej trzymać się tropu, skoro już na niego trafiliśmy
- pokręcił głową Wilk. - Nie wiemy, co on zamierza. Może zechce zatrzymać skradziony przedmiot dla siebie zamiast oddawać go Grolimom. Może nawet szukać kryjówki w Nyissie.
- Musiałby uzyskać zgodę Salmissry - zauważyła ciocia Pol.
- Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy królowa Wężowego Ludu miesza się do spraw, które jej nie dotyczą - przypomniał Wilk.
- Jeśli to prawda - mruknęła ponuro ciocia Pol - chyba nie odmówię sobie przyjemności, by osobiście zająć się tą wężycą. I to w sposób ostateczny.
- W tej chwili trudno cokolwiek przewidywać. Jutro kupimy prowiant i przeprawimy się przez rzekę do Arendii.
Tam podejmiemy trop. Przez pewien czas możemy tylko nim podążać. Kiedy już się dowiemy, dokąd zmierza, pomyślimy o innych możliwościach.
Z mrocznego podwórza dobiegł nagle stuk kopyt wielu koni. Barak wyjrzał szybko przez szybę.
- Żołnierze - obwieścił krótko.
- Tutaj? - Silk także podszedł do okna.
- Chyba jeden z królewskich regimentów.
- Nie będą się nami interesować - uznała ciocia Pol.
- Chyba że nie są tymi, za kogo chcą uchodzić - stwierdził Silk. - Nie tak trudno zdobyć te czy inne mundury.
- To nie Murgowie - ocenił Barak. - Poznałbym Murgów.
- Brill też nie jest Murgiem - przypomniał mu
coaching szkolenia Silk.
- Może uda się wam posłuchać, co mówią - wtrącił Wilk.
Barak ostrożnie uchylił okno i wszystkie świece zamigotały w podmuchu lodowatego wiatru. Dowódca oddziału rozmawiał na podwórzu z oberżystą.
- To mężczyzna trochę powyżej średniego wzrostu, z siwymi włosami i szpakowatą, krótką brodą. Być może podróżuje w towarzystwie.
- Jest tutaj taki, panie oficerze - odparł z powątpiewaniem oberżysta. - Ale z pewnością nie jego szukacie. Ten jest głównym rządcą księżnej Erat, która zaszczyciła mój zajazd swą obecnością.
- Księżnej czego? - spytał ostro żołnierz.
- Erat - powtórzył oberżysta. - Szlachetna dama o bardzo stanowczym charakterze.
- Myślę,
że chętnie zamieniłbym słówko z jej wysokością - dowódca zeskoczył z siodła.
- Zapytam, czy zechce pana przyjąć. Barak zamknął okno.
- Porozmawiam z tym natrętnym oficerem - oznajmił.
- Nie - sprzeciwił się Wilk. - Ma zbyt wielu ludzi. A jeśli są tymi, którymi się wydają, to przecież nie wyrządzili nam żadnej krzywdy.
- Są tu tylne schody - zasugerował Silk. - Zanim dojdzie do drzwi, będziemy o trzy ulice stąd.
- A jeśli rozstawił straże wokół gospody? - spytała ciocia Pol. - Co wtedy? Ponieważ chce rozmawiać z księżną Erat, niech księżna Erat się nim zajmie.
- Co planujesz? -
spytał Wilk.
- Jeśli gdzieś się schowacie, porozmawiam z nim. Powinnam jakoś odłożyć sprawę do rana. Zanim tu wróci, możemy przepłynąć rzekę i znaleźć się w Arendii.
- Możliwe. Ale ten żołnierz wydaje się bardzo zdecydowanym człowiekiem.
- Radziłam już sobie ze stanowczymi ludźmi.
- Trzeba szybko coś ustalić - odezwał się stojący przy wejściu Silk. - On jest na schodach.
- Spróbujemy twoim sposobem, Pol - orzekł Wilk, otwierając drzwi do sąsiedniego pokoju.
- Garionie - poleciła ciocia Pol. - Będziesz mi towarzyszył. Księżna nie pokazuje się bez służby.
Pozostali szybko wyszli z salonu.
- Co mam robić, ciociu Pol? - szepnął Garion.
-
-
|