coaching szkolenia -
Lepiej nie zwracać na siebie uwagi.
- Wracamy do domu, ciociu Pol?
- Nie, Geranie. Jedziemy do Muros.
- Muros? Po co?
- Nie wychowałam cię na pustelnika, Geranie. Czas, abyś wyszedł na świat i spotykał się z ludźmi.
- A kogo miałbym spotkać? - Zapytał z ciekawością.
- Myślę, że miło by było, abyś spotkał się ze swą przyszłą żoną przed ślubem - odparłam. - Choć to już zależy od ciebie. Jeśli wolisz niespodzianki, możemy wrócić do domu i po prostu poślę po szczęśliwą narzeczoną.
Geran zarumienił się i nie poruszał już tego tematu.
Muros nie zmieniło się wiele
w ciągu tych stuleci. Było, i zapewne zawsze będzie, przesycone silnym odorem bydlęcych zagród. Z oczywistych powodów Muros to bogate miasto. Wielkie stada algarskich krów zwano „czworonożnym złotem" i dosłownie roiło się tu od handlarzy bydłem ze wszystkich królestw Zachodu. Wynajęliśmy pokoje w spokojnym zajeździe przy cichej ulicy i poszłam rozejrzeć się za odpowiednim domem na dłuższy pobyt. Wybrałam dom solidny, znajdujący się przy spokojnej bocznej uliczce. Oczywiście nie dorównywał standardem mojej rezydencji w Vo Wacune czy domowi na jeziorem Erat, ale nie zależało mi na tym. Mieliśmy z Geranem udawać członków
drobnej szlachty i ten dom był jak najbardziej odpowiedni dla zamożnej, ale nie przesadnie bogatej baronowej. Właścicielem domu był Khalon, żylasty Drasnianin. Trochę się targowaliśmy. Biedny człowiek wpadł z kretesem, gdy negocjacje zaczęłam prowadzić w sekretnym drasniańskim języku. Wstydził przyznać że wyszedł z wprawy, więc przyjął śmiesznie niską propozycję nie tłumacząc nawet moich gestów na konkretne cyfry. Potem duma nie pozwoliła mu przyznać się do tego nieporozumienia. Krótko mówiąc zgrabnie obdarłam go ze skóry.
- Ale się załatwiłem - mruknął, gdy dobiliśmy targu uściśnięciem rąk.
- Tak - przyznałam. - Czemu nie poprosiłeś o
coaching szkolenia wyjaśnienie?
- Wolałbym pierwej umrzeć. Nie będziesz tego rozpowiadać, prawda?
- Nawet końmi tego ze mnie nie wyciągną. Czy mogłabym cię jeszcze poprosić o przysługę?
- Chcesz mnie również oszkapić na meblach?
- Nie. Umebluję dom po swojemu. Chcę poznać człowieka o imieniu Hattan.
- Algarskiego handlarza bydłem?
- Znasz go?
- O tak. Jest powszechnie znany i nielubiany w Muros.
- Nielubiany?
- Tolnedranie go nie cierpią. On zna wszystkich algarskich wodzów klanów po imieniu, więc zawsze dostaje najlepsze sztuki z algarskich stad. Masz zamiar zająć się handlem bydła, baronowo?
- Nie, Khalonie. Chodzi o coś innego.
- Przez
kilka dni będę zajęty sprzedażą mebli. Potem zaprowadzę cię do Hattana i poznam z nim.
- Wracasz do Boktoru, Khalonie?
- Nie, baronowo. Nie lubię drasniańskich zim. Mam już dość krów, więc przeprowadzam się do Camaar. Słyszałem, że można się tam dorobić na handlu przyprawami, a przyprawy pachną o wiele milej niż krowy. Tydzień później Khalon przedstawił mnie wysokiemu, szczupłemu mężczyźnie, ubranemu w końskie skóry, jako baronową Poledrę. Używałam różnych pseudonimów w ciągu tysiącleci, ponieważ moje imię zapewne wyryte było w pamięci każdego Murga przybywającego na zachód. Jednakże wiele matek nazywało córki imieniem legendarnej
Polgardy Czarodziejki, więc po pewnym czasie mogłam używać zdrobnienia „Pol", nie lękając się rozpoznania. Pomimo że Hattan, mimo że od lat żył już w Sendarii, nadal nosił ubranie z końskich skór i golił sobie głowę, zostawiając kosmyk włosów z tyłu. Jego powodzenie jako handlarza bydłem opierało się na algarskim pochodzeniu, więc starał się ubierać odpowiednio. Natychmiast przypadliśmy sobie do gustu. Zawsze lubiłam Algarów, w końcu wyrosłam niemal na ich podwórku. Hattan nie mówił wiele, a jeśli już, to bardzo przyciszonym głosem. Gdy spędzasz wiek szość życia z krowami, uczysz się ich nie
-
|